Witam Was, Kochani moi!
Jakiś czas temu otrzymałam komentarz od
jednego z moich czytelników z prośbą o opisanie zwyczajów w tureckich domach.
Musiałam się tutaj trochę zastanowić – moja turecka rodzina jest nie do końca
„typowa”, więc mój research musiałam zdecydowanie rozszerzyć. Jesteście ciekawi
rezultatów?
Hi everyone!
Some time ago one of my Readers suggested
me to write about traditions held in Turkish houses. I had to take some time to
think about it – my Turkish family is not what you'd call a „typical” one.
Because of this I had to make some more research. Are you interested?
Zacznijmy od najbardziej oczywistej tradycji
tureckiej, czyli kultu çayu. Turecka herbata jest podstawą tureckich
spotkań, posiadówek, niezbędnym dodatkiem przy plotach z przyjaciółką, jak i po
obfitym obiedzie. Zaparzana w specjalnym, podwójnym czajniczku, utrzymywana w
stałej temperaturze na najmniejszym płomieniu, zawsze gotowa do kolejnej
dolewki. A jak to jest z tymi dolewkami? Z reguły zajmuje się nimi gospodyni
domu! Podczas gdy goście siedzą w salonie i rozmawiają, do zadań gospodyni
należy dopilnowanie, by çay się nie skończył. Gdy się kończy – do pokoju
zostaje przyniesiony czajnik, a szklaneczki zostają uzupełnione w czerwono –
złocisty płyn. Często rolę „dolewacza” przejmuje gelin, czyli synowa.
Tak właśnie było w naszym przypadku :)
Z piciem herbaty związana jest jeszcze jedna,
może nie tyle tradycja co ciekawostka. Gdy tylko zobaczycie, że ktoś podnosi
się z zamiarem uzupełnienia szklanki, powinniście dokończyć zawartość swojej
szklanki umożliwiając kolejną dolewkę. Bo w Turcji dolewki çayu nigdy
się nie kończą!
Let's start with the most obvious Turkish
tradition. A tradition of çay. Turkish tea is a base of all Turkish meetings, a
neccessity during gossip time with girlfriends, as well as after the dinner.
Prepared in the special, leveled kettle, kept in the steady temperature, always
ready for a refill. And about refills – mostly they're taken care of by the
female host! While guests are talking with each other in the living room, a
host is responsible for the çay situation. When it's ending, she brings the
çaydanlik and fills the glasses with this delicious, reddish fluid. After some
time gelin (daughter-in-law) becomes a „refiller”, just like in our case :)
There is one more interesting thing about a
Turkish tea. When you realise, that someone is going to refill their tea, you
should drink up whatever you have left in your glass to make place for a fresh
tea. Because in Turkey çay never ends!
Może nie do końca jest to tradycja, jednak
zdecydowanie różnica wpływająca na życie Turków. Mieszkania w Turcji są
wielkie! Nie wiem, jak to wygląda w Waszych krajach – w Polsce mieszkanie
wielkości 50m2 uważane jest za średniej wielkości, zdażają się
kawalerki wielkości 30m2. Ostatnio czytałam również o inwestycji we
Wrocławiu – dotyczyła ona budowy miniapartamentów o wielkości 13m2!
W Turcji większość mieszkań ma metraż powyżej
100m2. Wielkość 160 – 180 m2 mieszkania w bloku nikogo
nie zadziwia, z kolei 80m2 uważane jest za mieszkanie malutkie.
Wyobraźcie sobie minę mojego Męża, gdy rozpoczęliśmy wspólne poszukiwania
naszego gniazdka… :)
Not a tradition exactly, but definitely a
factor affecting the life of Turks. Apartments in Turkey are enormous! I don't
know, how it looks like in your countries – in Poland 50m2 is
considered big enough, 30m2 flats are also quite common. Lately I've
read about a new investement in Wrocław – 13m2 flats!
In Turkey the average size of the place is
above 100m2. 160-180m2 doesn't surprise anyone, and 80m2
flats are considered small. Just imagine my Husband's face when looking for our
own place in Poland… :)
W nawiązaniu do poprzedniego podpunktu – każde
mieszkanie, nawet najmniejsze na start, nawet to studenckie, obowiązkowo musi
mieć salon. Jest to miejsce relaksu, odpoczynku, przyjmowania gości i wspólnego
spędzania czasu. Salon po prostu musi być!
Every place, even the smallest one, even a
student flat, has to have a living room. It's a place of rest, relax, spending
time with guests and family. It's a must-have!
Chyba moja ulubiona domowa tradycja w Turcji.
Gdy słyszymy, że któryś z domowników wrócił do domu wstajemy, podchodzimy do
drzwi i witamy nowo przybyłą osobę tureckim hoş geldin, nasılsın? (witam, jak
się masz?). Niesamowicie miło jest wracać do domu, w którym ktoś na Was czeka,
a takie przywitanie na pewno poprawi nam humor!
I guess my favorite Turkish tradition. When
you hear that someone is back home you should stand up, come to the door, and
welcome an incoming person with a hoş geldin, nasılsın? (welcome, how are you?).
It's so nice to come back to a home, where someone is waiting for you! A
welcome like this will make your, and someone else's day.
Turcy cenią sobie wspólne spędzanie czasu. Czy
to przy oglądaniu telewizji, czy przy pogaduchach, ważne, żeby wspólnie. Tutaj
kluczową rolę odgrywa zarówno obecność salonu, jak i kolejne dolewki çayu
:)
Turks love to spend time alltogether.
Watching a TV, talking, but in the same room. The living room plays a main role
here, just like the refills of çay!
W wielu przypadkach Turcy pozostawiają buty na
korytarzu, przed wejściem do mieszkania. Zdarza się tu wiele wyjątków od reguły
– nasza rodzina tego nie praktykuje, ale znam dziewczynę, która nie wejdzie do
domu w butach nawet w celu pozostawienia zakupów w kuchni. Także jeśli kiedyś
zobaczycie kolekcję butów przed wejściem do domu nie dziwcie się – taka
tradycja.
In many cases Turks choose to leave their
shoes on the corridor outside of the apartment. There are just as many
exceptions – like the family of ours – but I also know a girl, who won't allow
entering the house in shoes, even just to leave groceries in the kitchen. So if
you see a collection of shoes in front of the main door don't be surprised –
it's just another tradition.
Tutaj pojawia się kolejna sytuacja, z którą ja
nigdy się nie spotkałam osobiście, ale słyszałam o niej wiele razy. Wiele yabanci
żyjących na stałe w Turcji skarży się na niezapowiedziane wizyty członków
rodziny, rzadziej znajomych. Takie znikąd, w losowych godzinach, na
nieokreślony czasu. W Polsce sprawa wygląda inaczej – wizyty są raczej
zapowiadane wcześniej, a spontaniczne wizyty są krótkotrwałe, dosłownie na
wspólną kawę. Będąc przyzwyczajonym do takiego stanu rzeczy tureckie realia
mogą nas trochę przytłoczyć.
Another situation I never experienced on my
own, but heard about it a lot. Many yabanci's living in Turkey are complaining
about unexpected visits of family members, sometimes friends. Out of nowhere,
random hours, indefinite period of time. In Poland it's completely different –
all visits are schedueled, and spontaneus ones are very short, just for a
coffee. Being used to this behaviour Turkish visits might become quite
overwhelming.
Tutaj znowu nie mogę się wypowiedzieć z własnego doświadczenia – moja turecka rodzina uwielbia zwierzęta. W mieszkaniu Teściów oprócz psa mamy też rybki i kanarka! Część Turków, czy to ze względów religijnych czy kulturowych, nie toleruje jednak zwierząt w domu.
Again, not from my experience – my Turkish
family loves animals. Apart of a dog, my in-laws also have fish and a canary!
However some Turks choose to not have pets at home, for either religious or
tradition reasons.
Na koniec chcę Wam wspomnieć o mieszkaniach
studenckich, a konkretnie o podziale obowiązków wśród współlokatorów. W oparciu
o informacje zebrane od I. mieszkańcy na samym początku wspólnego mieszkania
dzielą się obowiązkami – jedna osoba zobowiązuje się do gotowania, inna do
sprzątania itp. Powyższe czynności wykonuje się dla wszystkich.
I also want to tell about student flats and
shared responsibilities. Based on information from I. flatmates share house
choires – one agrees to cook for everyone, another to clean after everyone etc.
In the end living together gets easier with everything done just in time.
A czy Wy spotkaliście się z jeszcze innymi
zwyczajami w tureckich domach? Jeśli tak, dajcie mi znać w komentarzach! Jestem
bardzo ciekawa, jakie były Wasze przeżycia.
Did you experience any other interesting
traditions in Turkish households? If yes, let me know in the comments! I'm
really curious :)
- R.
























3 comments:
Do posiadówki ze znajomymi jeszcze obowiązkowo muszą być przekąski - czy słone (wszelkiego rodzaju orzechy), czy słodkie (wafelki, ciastka, ciasto, lokum) jeszcze się nie nauczyłam, więc zwykle podaję i takie i takie. I wszystkie znikają w równym stopniu ;)
A co do rozmaiarów mieszkań, to jak najbardziej się zgadzam. W Warszawie 40m2 jest ok dla dwóch osób, ale tutaj w Stambule to stanowczo za mało - i moim zdaniem wynika to właśnie z funkcji salonu, który musi być duży, żeby pomieścił wszystkich gości...
Nie wiem jeszcze, czy małe kuchnie to standard w Turcji, ale zazwyczaj właśnie z takimi się spotykam. I nasza również ma za mało "powierzchni roboczej" - ciekawa jestem, czy zawsze tak jest..?
Co do przekąsek to rzeczywiście - gdy tylko w domu pojawią się goście, na stół wjeżdżają przysmaki :) Z moich doświadczeń powiedziałabym, że rodzaj zależy od... herbaty. W naszej rodzinie słodycze są zawsze podawane po pierwszym çayu, natomiast słone przekąski raczej przed nim. Ale nie wiem, czy to jakaś zasada czy tylko rodzinne upodobania :)
Co do kuchni to chyba też zależy. Większość kuchni z którymi się spotkałam jest dużych jak na polskie warunki, jednak w porównaniu do wielkości tureckich mieszkań wydają się nieproporcjonalnie malutkie :)
Serdecznie pozdrawiamy!
Bardzo fajnie opisałaś :) Wszystko się zgadza - szczególnie jeśli chodzi o mieszkania.
Co do pomieszczeń to najbardziej przerażają mnie małe salony, opchane kanapami ze wszystkich stron, że aż drzwi nie można do końca otworzyć. ;)
Ja (niestety) spotkałam się z yabanci...dotyczy to szczególnie rodziny męża mieszającej na wsi. Sąsiedzi albo rodzina przychodzą kiedy chcą - bardzo rano, w porze obiadowej czy gdy chcemy akurat gdzieś wyjść.. Najbardziej uciążliwe jest, jednak dla mnie to, że siedzą bardzo długo najczęściej rozmawiając o niczym albo plotkując (to akurat sąsiadki, bo rodzina jest bardziej wyrozumiała :P ). Zdarzało się nawet, że gospodyni domu (mama męża) była tak zmęczona, że przymykała podkrążone oczy - do tego miała iść rano do pracy, a goście siedzieli do 23:40 i nikt się nią nie przejmował!
Pozdrawiam was cieplutko i czekam na kolejne dwu-języczne posty. :)
Paula
Post a Comment