'/> The Butans: Husband vs Wife - cultural differences part I :)

October 18, 2015

Husband vs Wife - cultural differences part I :)


Witam Was bardzo serdecznie!
Jak część z Was już pewnie wie, od pewnego czasu razem z Mężem jesteśmy w Polsce. Podczas mojego pobytu w Turcji wiele rzeczy mnie zaskakiwało, a często również straszliwie denerwowało… Byłam bardzo ciekawa, czy rzeczy denerwujące Mojego w Polsce pokryją się z rzeczami irytującymi mnie w Turcji.
Tak właśnie powstał pomysł na dzisiejszego posta – zapraszam Was na wpis odnośnie różnic kulturowych z naszej perspektywy. Mojej, jako obcokrajowca w Turcji oraz Izzeta, jako obcokajowca w Polsce.
Hello everyone!
As most of you already know, me and my Husband arrived to Poland. During my stay in Turkey a lot of things surprised me, sometimes made me mad or irritated… I was curious if for Him it will be the same. That`s how the idea for today's post came up – a note about some cultural differences from our perspective. Mine, as a foreigner in Turkey, and Izzet's, as a foreigner in Poland.

 
Zacznijmy może od tego co mi, jako kobiecie, bardzo rzuciło się w oczy. Podczas mojego pobytu w Mersin spotkałam się, oczywiście, z kobietami noszącymi burki, jednak w przeważającej części nie były to Turczynki, lecz Arabki. W związku z tym sprawę burek ominę milczeniem, jednak zwróciłam uwagę na to, że dziewczyny ubierają się bardzo skromnie i nieschludnie (nie jestem tu oczywiście ekspertem modowym, jednak często widziałam dziewczyny ubrane w rzeczy wybrane całkowicie losowo) lub dość wyzywająco. Tych pomiędzy jest mniej, w związku z czym bardziej rzucają się w oczy. Kwestia ubioru uzależniona jest od regionu – to, co jest normą w Stambule oraz w Izmirze nie będzie mile widziane w mniejszych miejscowościach centralnej i wschodniej Turcji. Izzet kwestią ubioru się nie zainteresował, w związku z tym pozostaniemy tu jedynie przy mojej opinii :) 

Let's begin with something that for me, as a women, was clearly visible. During my stay in Mersin I saw women wearing burkas, but mostly those women were Arabic, not Turkish, so I won't get into the topic. I noticed, that a lot of girls are wearing very modest clothes (I'm no
fashion expert, but some seemed to be randomly chosen) or quite the opposite – clothes considered a little too vulgar even for me. The amount of girls dressed „normally” according to Polish standards was much lower, which made those girls stand out more. The matter of clothing is also very different in various parts of Turkey – what can be considered as „normal” in Istanbul or Izmir will make some problems in smaller villages of central and eastern Turkey. Izzet was not interested in the matter of clothing, so we have only my opinion here :)



 Co tu dużo mówić – w Turcji çay jest wszechobecny. Serwowany w restauracjach, kawiarniach a nawet sklepach, stanowi nieodłączną część kraju. Dość szybko człowiek przestaje się dziwić ciągłym zaproszeniom „na herbatę”!

What can I say – in Turkey çay is everything. Served in restaurants, caffe's and even stores, it became the inseparable part of the country. It doesn't take much time before you'll stop being surprised by constant invitations to drink çay together!


 



Pierwszą różnicą jest zdecydowanie sam rodzaj czajnika używanego w Polsce. W Turcji używamy podwójnych czajników, tu niestety wszystkie są pojedyncze, co trochęutrudnia odpowiednie zaparzenie herbaty. Oprócz tego, w Turcji zaproszenie na herbatę jest dość często spotykane, podczas gdy w Polsce na herbatę zaprasza głównie starsze pokolenie. W zasadzie nie ma czemu się dziwić – w wielu miejscach herbata jest w tej samej cenie, co piwo!
Ostatnią różnicą jest szeroki wybór herbat aromatycznych w Polsce. W Turcji skupiamy się głównie na różnych odmianach podstawowej herbaty oraz na herbatach ziołowych, podczas gdy w Polsce dodatkowo dostępne są herbaty aromatyzowane, na przykład grejpfrutowe!

I should start with a kettle used in Poland. In Turkey we use a two – parts kettle, while in Poland one – piece is the most common one. It makes a correct preparation of tea a little bit more difficult. Besides that, it's very common to go out with friends for a tea in Turkey, but in Poland only an older generation offers to drink it. To be honest, it's not surprising – in most places beer is the same price with the tea!

Last difference is a big assortment of aromatic teas in Poland. In Turkey we mostly focus on different kinds of tea as well as herbal ones, while in Poland a lot of aromatic teas are available. The biggest surprise for me so far was a grapefruit tea! 


 
 

Z moich obserwacji wynika, że tureckie rodziny generalnie lubią spędzać czas razem, na wspólnym nic nie robieniu. Wspólne popijanie herbatki lub oglądanie telewizji jest niejako podstawą każdej szanującej się rodziny :)

My personal observation is that Turkish families like to spend time together, or rather spend time doing nothing together. Drinking tea altogether and watching TV seems to be a basis of every real family :)




W Turcji istnieje pewna niepisana zasada polegająca na tym, że gdy cała rodzina znajduje się w domu, powinni oni pewną ilość czasu spędzić razem. Nie jest ważne, czy czas ten będzie spędzony na piciu herbaty, rozmowach czy wspólnym oglądaniu telewizji – ważne, by cała rodzina zebrała się razem i skupiła na tym samym. W Polsce nie udało mi się czegoś takiego jeszcze zauważyć.

In Turkey there is an unwritten rule saying, that when the whole family is at home they should spend some certain amount of time altogether. It doesn't matter if they'll drink tea, talk or watch a TV together, as long as they all focus on the same thing. In Poland I didn't see anything like it yet.

Będąc w Turcji zobaczenie znajomego (nawet dalszego) na ulicy i nie zatrzymanie się na choćby pół-minutową pogawędkę jest dużym faux-pas. Nieważne jak dobrze znana jest nam mijana osoba – proste rzucenie „cześć” bez zatrzymania się nie wystarczy. Z jednej strony przyjemny brak ignorowania się, z drugiej strony dość irytujące zachowanie gdy się śpieszymy.

Same spotkania ze znajomymi również odbywają się częściej niż w Polsce. Więcej jest tu wypadów spontanicznych, nie zapowiedzianych, jednak dość krótkich. Jedna, dwie wspólnie wypite herbaty i po spotkaniu :)

While in Turkey, it's a huge faux-pas when you notice a friend (or even a more distant colleague) on the street and won't stop to chat for at least few seconds. Saying just „hi” is not enough! It's nice to see this lack of ignorance, but on the other hand it
          can get quite annoying when you're rushing somewhere.
          Also meeting with friends occurs more often than in Poland. It's more
          spontanous, without making any plans, but also much shorter. One or two cups of 
          tea together, and the meeting might be over :)


No tak – w Turcji nie możemy rzucić samego „cześć” do mijającego nas znajomego. Jest to uznawane za zachowanie bardzo niegrzeczne – zamiast tego trzeba przystanąć na tych kilka sekund i wymienić kilka form grzecznościowych – zapytać co u kogoś słychać, zaproponować spotkanie, pozdrowić wspólnych znajomych. Same spotkania są również dużo bardziej spontaniczne – z reguły organizowane w ostatniej chwili, zgodnie z zasadą „siedzę w knajpce i się nudzę, może wpadniesz na wspólną kawę?” Jedynie ważne okazje wymagają wcześniejszego ustalenia daty.

Well, yes – in Turkey we can't just say „hi” to a passing friend. It's considered to be very rude – we should stop for few seconds, talk a little – ask how is it going, propose a meeting, give your best to common friends. Also meetings are being arranged in the more spontanous way - most of them last minute, usually by calling someone and telling „hey, I'm sitting in the cafe and I'm bored, want to join?”. Only important occasions require making a date.

Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała o ruchu drogowym w Turcji. Kto był ten wie – dla tych, którzy nie mieli okazji jeszcze się przekonać dodam tylko, że główną zasadą jest biegnij lub zgiń. Samochody nie zatrzymują się widząc pieszego na drodze, zielone światło wcale nie oznacza bezpiecznego przejścia, które zresztą też nie są ciągłe i rozpoczynając się po jednej stronie wysepki kontynuowane są w odległości kilkunastu metrów po przeciwnej stronie. Piesi też nie ułatwiają sytuacji przechodząc w nieoznakowanych miejscach. W połączeniu z nadmierną prędkością, brakiem poszanowania dla sygnalizacji oraz dużą ilością samochodów ruch drogowy stanowi tam prawdziwą mieszankę wybuchową!

I wouldn't be myself if I wouldn't mention traffic situation in Turkey. Who was there, knows… For the others, I just want to mention that the main rule is run or die. Cars don't stop when a pedestrian is on the street, green light doesn't mean that it's safe to cross. Crossings are very interesting too, starting at one side of the road, and being continued few meters away on the other side. Pedestrians are not making it any easier, tending to cross the road in the most random places. Lack of signals, overspeeding and a big amount of cars create a really explosive mixture! 
 
Muszę przyznać, że bycie przechodniem w Polsce jest bardzo ciekawe. Chwilę zajęło mi przyzwyczajenie się do tego, że samochód się przede mną zatrzyma! W Turcji nie należy to do częstych sytuacji. Odmienne zdanie mam o kierowcach – większość z nich nie potrafi jeździć dynamicznie, są ograniczeni przez prawo i zasady. Na jednym ze skrzyżowań w Zamościu zasady pierwszeństwa są dość niejasne, więc za każdym razem widzę tam całkowity chaos.
Policja w Polsce również nadmiernie zwraca uwagę na drobne przewinienia nie wpływające na bezpieczeństwo – spotkałem się z sytuacją, gdzie osoba przechodząca w odległości pół metra od przejścia dla pieszych dostała mandat.

I have to admit, being a pedestrian in Poland is very interesting. It took me a while to become used to cars stopping in front of me! In Turkey it's not commonly seen. I have a different opinion about Polish drivers – most of them can't drive dynamically, they're restricted by laws and rules. On one of Zamość's intersections those rules are not that obvious and, every time I pass, it looks chaotic.

 Każdemu z nas zdaża się przyciągać spojrzenia. Czy to z powodu nowego płaszczyka, odświeżonych włosów, szerokiego uśmiechu czy, najzwyczajniej w świecie, szampańskiego humoru. Czemu więc o tym piszę? Cóż, Turcy jakoś wyczuwają naszą naturę yabanci (obcokrajowca), a to przyciąga spojrzenia. I te ukradkowe, i te natrętne… Można się oczywiście przyzwyczaić, nauczyć ignorować, jednak fakt pozostaje faktem, przez pewien czas chyba każda z nas sprawdzała, czy makijaż się nie rozmazał przypadkiem ;)

We all attract some looks from time to time. Maybe because of a new coat, new hairstyle, beautiful smile or just an amazing mood. So why do I write about it? Well, Turks somehow smell our yabanci (foreigner) nature, and that attract looks. Modest, short ones, but also those bothering ones… You can of course learn how to ignore it, somehow get used to it, but most of us in that situation checked at least once on our make-up ;)



Podczas pisania okazało się, że tych różnic jednak kilka jest, a o każdej jest coś wartego wspomnienia, w związku z tym post podzieliliśmy na dwie części. Jeśli Wam się podobało to zapraszam już niedługo na kolejną część!
While writing it turned out that we have some interesting differences, so the post got cut in half. If you liked it keep yourself posted for the upcoming part II!

- R.& I.


No comments:

All original text and graphics belong to The Butans (unless stated otherwise). All rights reserved. Powered by Blogger.

Know us

Izzet Instagram

Roxanna: Instagram

Contact us

Name

Email *

Message *