'/> The Butans: Why do I miss Turkey?

April 24, 2016

Why do I miss Turkey?


Hej Kochani!
Wiosna w Polsce rozkręca się powoli, choć konsekwentnie. Dzień jest coraz dłuższy, wychodząc z pracy w końcu nie trafiam na ciemność, a czasem nawet łapię trochę słońca! Końcówka kwietnia nastraja mnie jednak na wspomnienia, szczególnie czas spędzony w Turcji… I wiecie co? Tęsknię!
Może jest to efekt „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”, może mojej pamięci umknęły wszystkie złe wspomnienia, jednak efekt jest ten sam. Coraz częściej zastanawiam się, co nas podkusiło do przeprowadzki :) Wiecie, za czym tęsknię najbardziej?
Hello everyone!
Spring in Poland is on its track, however it could get on much faster. The day is getting longer, so while leaving from work I don’t go out to the complete darkness, and sometimes I even manage to catch some sun! The end of April makes me reminisce quite a lot, especially about the past year in Turkey… And you know what? I miss it! Maybe it’s because the grass is always greener on the other side, maybe all the bad memories left my mind, but still. As the final result, I spend more and more time thinking why did we move :) Do you know what I miss most?

O, tak. Nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła od pogody! Jak wiecie, w Turcji miejscem naszego zamieszkania było nadmorskie Mersin. 20 stopni można się tam spodziewać wraz z końcem lutego, natomiast koniec kwietnia wiąże się z temperaturami rzędu 30 stopni Celsjusza! Jako typowy ciepłolub byłam tam w siódmym niebie. Polska wiosna również jest piękna, jednak Warszawa nas nie rozpieszcza i termometry w ciągu ostatnich kilku dni wskazywały marne 15 stopni w środku dnia i na słońcu, nie wspominając już o zimnym, porywistym wietrze i przelotnych opadach deszczu. Brr.
Oh yes. I wouldn’t be myself if I wouldn’t start with the weather! As you know, a seaside city of Mersin was our home in Turkey. At the end of February thermometer was showing 20 degrees, and the end of April meant basically 30 degrees! As a typical hotness lover I was amazingly happy.  Polish spring is pretty too; Warsaw is not being easy on us this year. For the last couple of days, the thermometers showed about 15 degrees on the full sun, nevermind the cold wind and showers. Brr.

The end of May in Mersin
Przez całe życie żyłam z daleka od morza i nigdy nie myślałam, że może go w moim życiu zabraknąć. Coś jednak jest w powiedzeniu, że człowiek szybko się przyzwyczaja do dobrego. Życie nad Morzem Śródziemnym rozpieszczało niezapomnianymi widokami podczas spacerów oraz szumem fal podczas popijania świeżo wyciskanego soczku pomarańczowego. Co wiedzie nas do kolejnego punktu…
I’ve spent my whole life living away from the sea and I’ve never thought I can miss it. There is something true in people getting used to good things way too fast. Living next to the Mediterranean spoiled me with the incredible view while walking and the sound of waves while drinking freshly squeezed orange juice. Which leads us too…


Jakim cudem jedzenie pojawiło się dopiero na trzeciej pozycji? Świeże owoce i warzywa, pachnące pomidory, świeża pietruszka i mięta, semizotu (portyka) z jogurtem, że już nie wspomnę o długiej, długiej liście tureckich przysmaków z tantuni na czele! Tęsknię za spacerami na bazar warzywny i powrotem z dziesięcioma reklamówkami, wydając zaledwie kilkanaście lir. Za tureckimi sprzedawcami częstującymi mnie owocami oraz obdarowującymi mnie pojedynczymi sztukami grejpfrutów. Za gorącą, turecką herbatą popijaną z małych szklaneczek – tulipanków. Za Sarelle, która jest jedyną rzeczą lepszą od Nutelli. Za śmiechem ludzi, gdy z paniką patrzę na ilość wylewanej oliwy z oliwek i krzyczę, że przecież jest taka droga! Za soczkiem truskawkowym. Za niesamowitą dolmą mojej teściowej. Jak sami widzicie, lista się nie kończy! Ale przejdźmy dalej, zanim staniemy się super głodni.
How come the Turkish food became numer three? Fresh fruits and vegetables, tomatoes smelling like they are supposed to, fresh, green parsley and mint, semizotu with yoghurt, all followed by the super long list of Turkish dishes, starting with tantuni! I miss taking walks to the vegetable bazaar and coming back with ten full bags, for which I spent not more than 20 liras. I miss Turkish salesman giving me fruits to try and grapefruits to take home. Turkish tea, drank from tiny, tulip glasses. Sarelle, which could be the only thing on this planet better than Nutella. I miss people laughing when they add way too much olive oil and I shout that it’s expensive. I miss a strawberry juice. And amazing dolma of my mom in law’s. As you can see, this list has no end! But let’s continue, before we all get hungry.



Nie to, żebym potrzebowała 150 metrów kwadratowych do poprawnego funkcjonowania, ale jeśli mogę, to czemu, nie? Powoli zbliżamy się do momentu w naszym życiu, gdy warto zastanowić się nad kupnem mieszkania. Tutaj pojawia się opcja kupna mieszkania w Polsce. Ceny w Warszawie za mieszkania wielkości 50 metrów kwadratowych sięgają 300 – 400 tysięcy złotych, co wiąże się z kredytem na kolejnych 20 lat. Z kolei mieszkanie wielkości 150 metrów kwadratowych w Mersin, położone nieopodal morza, będzie nas kosztować połowę tego, czyli już nawet 150 – 200 tysięcy! Duże mieszkanie ma też wiele plusów, choćby miejsce dla gości czy kilka balkonów.
Not that I need a 150 meters’ square place to be happy, but if I can, why not? We are slowly getting to the moment of our lives, when we consider buying a place on our own. There is an option of Poland, but the price for a 50 meters’ square place in Warsaw is about 300 – 400 thousand zlotys, which means taking a bank loan for the next 20 years. On the other hand, a 150 meters’ square place in Mersin, just next to to the seaside, can cost almost a half of this price! A big place has many advantages, place for guests and a few balconies to start with.



Turcy należą do jednych z najbardziej przyjaźnie nastawionych do obcokrajowców narodowości. Szybko stałam się „ich gelin”, co wiązało się z wieloma uśmiechami, zagadywaniem, a nawet zaproszeniami na kawę!  Sami ludzie również wydają się przyjemniejsi. Mniej zestresowani, bardziej uśmiechnięci. Może to efekt dzielnie popijanego czaju?
Turks are one of the friendliest towards foreigners’ nations in this world. I became “their gelin” very fast, which came with many smiles, small talk, even some coffee invitations! Besides, people seem nicer, too. Not that stressed, smiling more. Maybe it’s the conseqence of drinking cay?




W Turcji czas płynie inaczej. Pewnie było to efektem braku stałej pracy, jednak mam wrażenie, że mimo dłuższych godzin pracy (12 jest praktycznie normą!) Turcy jednak mają czas. Na życie, na rozrywki, na znajomych. Na herbatkę z przyjaciółmi. Zazdroszczę im tej spontaniczności i często tęsknię za nią w Polsce.
In Turkey time flows differently. Probably it was because I had no steady job there, but I have a feeling that even though working hours are much longer (12 hours is still an average) Turks do have time. For life, for entertainment, for friends. For a tea with a colleague. I envy them all this spontaneity and I often miss it here, in Poland.




Najważniejsze i najbardziej oczywiste zostawiłam na koniec. Jakkolwiek morze, jedzenie i słońce skradły moje serce, wciąż najbardziej tęsknię za rodziną mojego męża, a teraz również moją. Mam to szczęście, że rodzina Izzeta składa się z najwspanialszych, najukochańszych ludzi, którzy przyjęli mnie z otwartymi ramionami, pomogli w nauce języka oraz otworzyli swoje drzwi zarówno dla mnie, jak i dla mojej Mamy i przyjaciół. Duża część pozytywnych wspomnień z Turcji związana jest właśnie z nimi i poważnym przeoczeniem byłoby niewspomnienie o tym, jak bardzo za nimi tęsknię.
The most important and the most obvious one I left for an end. However the sea, food and sun totally stole my heart, the family of my husband (and now, also my family) is what I miss most. I have this luck, that Izzet’s family is consisting of the most kind, amazing and open-hearted people, who greeted me with open arms, helped with learning the language and made both me, my Mom and my friends feel welcome in their homes. So many of my good memories from Turkey are created by them and it would be a serious understatement to not say how much I miss them.


Pewnie zapomniałam jeszcze o kilku(nastu) pozytywnych aspektach życia w Turcji, jednak te najbardziej utkwiły w mojej głowie. Błagam, powiedzcie mi, że nie jestem sama! Pocieszcie mnie, że Wy również tęsknicie! A do tych z Was, którzy w Turcji aktualnie mieszkają. Może nie zauważacie tych drobnych rzeczy, może widzicie je na co dzień i umykają one Waszej uwadze? Pamiętajcie, zazdroszczę Wam! Trzymajcie się ciepło.
Probably I still forgot about many advantages of living in Turkey, but these are the ones stuck in my head most. Please, tell me I’m not the only one! Tell me you miss Turkey just as much as I do! And for those of you actually living in Turkey, maybe you don’t see all those tiny little details anymore, maybe you see them every day and they don’t catch your attention like they used to?  Just remember, I envy you quite a lot :)

- R.



5 comments:

Anonymous said...

Yes.... I miss Turkey soo much! I spended one beautiful year in this country. First I lived in Antep then came back to Poland just for studying but then I recognized that I have to go to Turkey once again. Then I started to search new opportunities for me and I had a chance to go to Istanbul for making my BA degree. It was the best time in my life. Full of good people as you mentioned before. But mostly I miss "cok guzel manzara" and cay, fresh fruits, bazaars. I am fall in love in this country, people and soul of the cities.


Pozdrawiam serdecznie,
zakochana w Turcji
Ola

Unknown said...

Hey! Oh yes, Turkey is so easy to fall in love with... And there is always something pulling you there after you get to Poland, isn't it? Like something is missing here :) Good that we had the chance to discover this beautiful place some more!

Ola said...

Też tęsknię za Turcją, ale pojadę tam już w połowie sierpnia i zostanę na stałe. Już nie mogę się doczekać! I też lubię obszerne mieszkania, a różnice w cenach są przerażające!!! O tyle, że często te tureckie mieszkania są zdecydowanie gorzej wykończone - ale takie ceny jakie panują na rynku nieruchomości w Warszawie może tłumaczyć tylko wykładanie tych 50 metrów kwadratowych złotem :)

Unknown said...

A do którego regionu się przeprowadzasz? Chociaż życie nas rzuciło w przeciwną stronę, to mnie dalej ciągnie... A złote metry kwadratowe podbiły moje serce - może powinnam popatrzeć co mamy pod panelami? :D Pozdrawiamy!

Ola said...

Najprawdopodobniej Izmir, ale jeszcze może się to zmienić, bo mój facet będzie aplikował na doktorat na jakiś ankarski albo stambulski uniwersytet. Więc jeżeli się dostanie, to po miesiącu mieszkania w Izmirze znowu będzie przeprowadzka... A tak lubię Izmir! :)

All original text and graphics belong to The Butans (unless stated otherwise). All rights reserved. Powered by Blogger.

Know us

Izzet Instagram

Roxanna: Instagram

Contact us

Name

Email *

Message *